piątek, 3 września 2010

Lao-tao

Halo,
no więc chyba jednak nam się uda, po ponad półrocznych przygotowaniach za jakieś 2 godziny musimy być na lotnisku, niestety nie udało mi się nawet zmróżyć oka, próbując w ostatnim momencie zrobić wszystko, ale powoli zaczynam już odczuwać przedwyjazdowy spokój, po szaleńczym miesiącu, walce z czasem i ostatnim tygodniu gdzie spałam maksymalnie po 3 godziny na dobę, spodziewam się, że dolecimy a ja po prostu zasnę na 3 dni:)
Aha a co do życzeń to do tej pory zarejestrowałam: magnetki, tajskie/laotańskie papierosy, małego taja do pomocy w fax roomie (ma się zwać Toshiba!!!) szal, olejki, kadzidełka....
Wszystkie zamówienia oczywiście postaram się zrealizować. Jak coś pominełam to proszę o przypomnienie :D
Iza i Dawid - jeszcze raz dziękuję za ryjka!!!
ahoj przygodo!!!!! kolejny wpis będzie z drugiej strony globu :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz